Tag Archives: oliwa z oliwek

Mleczko Masło Kakaowe Ziaja kontra Cocoa Butter Make Me Bio

piclab

Moje zaniedbanie zmusiło mnie ostatnio do kupna Masła Kakaowego firmy Ziaja. Wiedziałam, że nad morzem będę potrzebować sporo kosmetyku nawilżającego, a moje Cocoa Butter już się kończyło i postanowiłam używać go na najbardziej newralgiczne miejsca raz dziennie. Miałam więc okazję spróbować kosmetyku naturalnego i jego nienaturalnego odpowiednika. Jak wypadają wobec siebie te dwa produkty, przeczytacie poniżej.

1. Skład

533b3026fb5139b1566a759b8cb39e25

Mleczko Masło Kakaowe Ziaja – Skład: Aqua (Water), Paraffinum Liquidum (Mineral Oil), Isopropyl Palmitate, Glycerin, Sorbitan Sesquioleate, Diisostearoyl Polyglyceryl-3 Dimer Dilinoleate, Dimtehicone, Magnesium Sulfate, Theobroma Cacao (Cocoa) Seed Butter, Ceresin, Sodium Benzoate, 2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, Parfum (Fragrance), Citric Acid. (08.07.2015)

Kolejność substancji na etykiecie oznacza procentową wysokość stężenia w produkcie wobec pozostałych składników. Zobaczcie na którym miejscu w Mleczku Ziaji jest masło kakaowe: na 9! Już na drugim miejscu znajdziemy pochodną ropy naftowej, pełniącą rolę emulgatora i natłuszczacza. Zatyka pory skóry, hamując dostęp tlenu. Jego stosowanie w kosmetykach naturalnych jest niedozwolone. Poza tym skład w ogóle nie wygląda zbyt różowo. Znajdziemy tu różne substancje pochodzenia chemicznego lub roślinnego, które mają nawilżyć naszą skórę lub zatrzymać odparowywanie z niej wody. Mało tu pochodzących z natury dóbr, może dlatego kosmetyk ten tak wygodnie się stosuje, świetnie się rozprowadza i wchłania, jednak jego właściwości nie są powalające.

Unknown

Cocoa Butter Make Me Bio – Skład: Aqua, organic cocoa butter (theobroma cacao), avocado oil (persea gratissima), organic sunflower oil (helianthus annuus), emulsifying wax NF, olive oil (olea europaea), organic palm oil (elaeis guineensis), stearic acid, xantham gum, phenoxyethanol, fragrance

Tutaj skład mówi sam za siebie – masło kakaowe na drugim miejscu, olej z awokado, olej słonecznikowy, oliwa z oliwek, olej palmowy na kolejnych. Choć są to jedne z tańszych olei, to wciąż jednak oleje naturalne, posiadające dobre właściwości nawilżające i natłuszczające. Jedyne dwie substancje, które powinny przyciągnąć uwagę to phenoxyetanol – konserwant oraz emulsifying wax NF. Nie jestem pewna czy phenoxyetanol  jest dopuszczony do stosowania w kosmetykach naturalnych. Jest to konserwant, który zastąpił parabeny i jest o wiele mniej szkodliwy, nie udowodniono jego odkładania się w organizmie. Sprawia, że w kremie nie rozwijają się bakterie. Tajemniczy emulsifying wax NF jest emulgującym woskiem, niestety nie wiem jakiego pochodzenia w tym przypadku – może być pochodzenia roślinnego i wtedy wszystko byłoby ok, może być jednak pochodzenia mineralnego i wtedy nie byłoby tak ok. Liczę jednak, że Make Me Bio ceni swoją renomę jako marki kosmetyków naturalnych i firma nie posunęłaby się do użycia pochodnej ropy naftowej.

2. Poziom nawilżania

Cocoa Butter jest jedynym produktem nawilżającym spośród wszystkich w ogóle wypróbowanych przeze mnie, który doskonale poradził sobie z moimi “słoniowymi” łokciami. Są one wiecznie suche, podrażnione i bardzo szorstkie – skóra na nich, kiedy przejechać palcem, aż zadziera się do góry. Cocoa Butter pod dwóch użyciach całkowicie zlikwidowało ten problem! Byłam bardzo mile zadziwiona. Zadarta skóra była całkowicie zregenerowana, łokcie były gładziuteńkie i takie pozostawały, dopóki używałam Cocoa Butter. Ziaja kompletnie sobie z tym nie radzi. Cocoa  Butter bardzo dobrze nawilża też resztę ciała, nawilżenie wystarcza na dobre kilkanaście godzin, potem nieco słabnie  i można się ponownie posmarować, jednak nie trzeba. Kiedy posmarowałam się Mleczkiem Ziaja po wieczornej kąpieli, już rano trzeba było smarować się ponownie.

3. Konsystencja

Mleczko Masło Kakaowe rzeczywiście ma konsystencję mleczka, czyli nieco rzadszą od typowego balsamu. Bardzo łatwo i w sposób przyjemny się rozsmarowuje, szybko się wchłania. Przynosi ulgę wysuszonej skórze, jednak nie ma się poczucia ochronnej warstwy. Cocoa Butter ma konstystencję gęstszą niż balsam, maślano – kremową, czyli nazwa jest bardzo adekwatna. Jest ono mocno skondensowane, ale też szybko się wchłania. Jest z pewnością bardziej tłuste, pozostawia cieniutką warstewkę na powierzchni skóry.

4. Zapach

Mleczko Kakaowe Ziaja pachnie czekoladowo, bardzo lubię takie zapachy. Kiedyś pomyślałabym, że tak naprawdę pachnie masło kakaowe. Niestety w tym produkcie zapach jest głównie wypadkową kombinacji zapachowej, choć w składzie rzeczywiście odnajdziemy masło kakaowe. Jeśli miałabym oceniać tylko po zapachu, wygrałby właśnie ten kosmetyk. Cocoa Butter także zawiera w sobie “fragrance” czyli dodatkową nutę zapachową. Jednak zapach produktu wydaje się być bardzo naturalny, czuć masło kakaowe  w jego prawdziwej postaci (podobnie pachnie Balsam samoopalający Lilla Mai, także na bazie masła kakaowego). Nie spodziewajcie się intensywnej woni czekolady 🙂 Zapach jest specyficzny, nie umiem go opisać dokładnie. Z pewnością to nie zapach był priorytetem producentów, nie on ma wabić ale właściwości i skład produktu.

5. Cena/ilość/jakość 

Od Ziaji za cenę około 10 zł dostajemy aż 400 ml kosmetyku! To bardzo niska cena jak na tak dużą ilość produktu – 100 ml kosztuje 2,50 zł w detalu! Wolę nie myśleć jak niskie są koszty produkcji, a co za tym idzie, jak tanie są składniki użyte w tym mleczku… Teraz ta cena wydaje mi się wysoce podejrzana. Wtedy jednak produkt kupiłam, ponieważ nie miałam przy sobie żadnego naturalnego balsamu ani oleju, skusiła mnie niestety cena i fakt, że Ziaja jest polską firmą. Zawsze wolę (i wam też polecam) kupić coś produkowanego w Polsce, niż za granicą. To taki patriotyzm “na codzień” 😉 Teraz widzę, że cena jest adekwatna do jakości, raczej słabej moim zdaniem. Produktu można i nawet trzeba używać dużo (przynajmniej przy moim typie skóry), ponieważ nie nawilża on na długi czas. Cocoa Butter z kolei nawilża świetnie, jego skład jest niezwykle bogaty, nie ukrywajmy jednak – jest to drogi kosmetyk. Jego cena za 100 ml wynosi około 38 zł w detalu. I tyle właśnie otrzymujemy w opakowaniu. Nie jest więc go dużo, wątpię żeby starczył nam na miesiąc codziennego smarowania. Dlatego ja zdecydowałam się używać go na najbardziej potrzebujące miejsca – tak jak pisałam na początku, sprawdza się świetnie.

Polecam Wam, abyście idąc do sklepu sami analizowali składy kosmetyków. Patrzcie na kolejność występowania składników na liście. Nie dajcie się uwieść cenie, bo najczęściej idzie za nią bardzo słaby jakościowo skład. Nawet jeśli Wasza skóra będzie po takim produkcie jedwabiście gładka, pamiętajcie, że często są to takie kosmetyczne sztuczki, a nie prawdziwe odżywienie.

Pozdrawiam!

Natalia

Pielęgnacja w starożytnym Egipcie i współczesne Kleopatry

Pomysł tego posta przyszedł mi do głowy podczas jednej z prób, na których więcej się siedziało bezczynnie niż grało 🙂 Pomyślałam, że będzie ciekawie, jeśli kosmetykę naturalną ukażę od trochę innej strony, niż tylko tej codzienno – praktycznej. Uświadomiłam sobie, że przecież cała współczesne kosmetyka jest spuścizną naszych przodków. I to nie tylko naszych babć, prababć i praprababć, ale i osób żyjących całe setki i tysiące lat przed nami.

Chociaż wszystko zaczęło się prawdopodobnie jeszcze wcześniej, najszersze wzmianki o pielęgnacji pochodzą ze starożytnego Egiptu. Kult piękna zdecydowanie był tam niezwykle rozwinięty. Ceniło się nie tylko proporcjonalną budowę ciała, ale i higienę osobistą, perfumy oraz makijaż. Dbałość o czystość była momentami aż przesadna, świadczyła także o religijności i statusie społecznym. Skąd to wiadomo? Tak jak większość informacji o cywilizacji starożytnego Egiptu, tak i ta pochodzi z piramid i grobowców, w których znaleziono liczne przyrządy do sporządzania makijażu, pojemniczki z resztkami substancji pielęgnacyjnych, grzebienie, lusterka, pędzelki. Elegancja Egipcjanka posiadała specjalną szkatułkę na maści, mazidła, kremy, balsamy, wonne oleje, a nawet pierwsze szminki. Egipcjanie jaki pierwsi  nauczyli się wydobywać i zachowywać zapach roślin. Wiedzę tę wykorzystywali do sporządzania wonnych stożków, umieszczanych na głowie, które składały się z wołowego łoju i pachnącego olejku. Pod wpływem temperatury stożek roztapiał się, uwalniając zapach. Zapachy mirry, lawendy, tymianku, róży, cedru, aloesu, mięty, lilli czy lotosu był przez Egipcjan znane i używane, szczególnie przez tych z wyższych klas społecznych.

1400936_original

Ponieważ Egipcjanie żyli w wyjątkowo trudnych warunkach klimatycznych, pielęgnacja skóry była absolutną normą. Nawet najbiedniejsi robotnicy olejowali skórę, chroniąc ją przed palącym słońcem, zmiękczając ją i pielęgnując. Olej do pielęgnacji skóry widnieje na starych egipskich rachunkach jako zapłata za pracę! Do takich olejów często dodawano aromaty aby skóra pachniała, oraz miód pszczeli, aby dodatkowo ją pielęgnować.

515px-Toilet_box_and_various_vessels_of_Merit_(TT8)

Ponieważ to jak najjaśniejsza cera była w modzie, śniada natomiast kojarzyła się z niewolnikami czy osobami pracującymi fizycznie, rozjaśniano twarz pudrami z ochry. Stosowano także kremy z oliwy z oliwek, wspomnianą ochrę, wodę różaną i wosk pszczeli. Krem taki, poza właściwościami nadającymi efekt estetyczny, świetnie pielęgnował skórę. Do dzisiejszych czasów zachował się także opis specjalnej mikstury zawierającej sproszkowany alabaster. Mikstura służyła do ścierania naskórka i wygładzania cery – pierwszy znany ludzkości peeling 🙂

Przesławny jest też egipski makijaż, który zaobserwować można na praktycznie wszystkich malowidłach pochodzących z tamtych czasów. Oczy obrysowywano czarną kreską, uzyskiwaną z ochry, sproszkowanego ołowiu, popiołu i różnych rud miedzi. Makijaż ten miał także właściwości zdrowotne – chronił oczy przed rozprzestrzenianiem się bakterii, które dostawały się tam wraz z pyłem i piaskiem. Proszek ten był prototypem znanego do dzisiejszych czasów kohlu, o którym pisałam tutaj. Kohl arabski jest jednak zdrowszą wersją, gdyż nie zawiera szkodliwego ołowiu, jedynie węgiel oraz sproszkowane zioła. Kohl można kupić tu.

Starożytni Egipcjanie także bardzo obawiali się zmarszczek. Zachowało się wiele receptur na kremy przeciwzmarszczkowe, do najsłynniejszych należy krem z wyciągiem z podwójnie wygotowanej kozieradki. Do stałych składników należała także oliwa z oliwek czy wosk pszczeli. Starożytni znali i stosowali kremy przeciw zmarszczkom, balsamy odżywcze i ochronne, kosmetyki ujędrniające i przyspieszające leczenie się ran, oparzeń i zbliznowaceń.

Egyptian cosmetics case

Śledząc dawne receptury na piękną skórę, nie tylko te pochodzące ze starożytności, zauważyłam powtarzalność kilku składników. Mleko, miód oraz oliwa z oliwek. I dzisiaj warto sięgać po naturalne kosmetyki zawierające te składniki, gdyż ich skuteczność potwierdzona jest doświadczeniem kobiet żyjących na przestrzeni kilku tysięcy lat! Niesamowite prawda? (serdecznie polecam naturalne ochronne pomadki do ust na bazie wosku pszczelego, według mnie są najlepsze. Być może już niedługo takie właśnie pomadki firmy Make Me Bio będą dostępne w naszym sklepie. Kto nie może się już doczekać, a mieszka w Bydgoszczy, niech zajrzy do sklepu z miodami Bartnik na ul. Śniadeckich i zapyta o ochronną pomadkę, niestety firmy nie pamiętam, ale byłam z niej niezmiernie zadowolona!).

We współczesnym, zabieganym świecie także dziedzina kosmetyki została uprzemysłowiona – nie jest to wcale złe, a widocznie było potrzebne, jeśli się tak stało. Nie mamy czasu delektować się nowym kremem, balsamem. Po prostu nakładamy go na twarz czy ciało i idziemy do pracy. Zapominamy przy tym, co znajduje się w składzie zdecydowanej większości używanych kremów i znajdować się musi, inaczej dawno zgniłoby na półce w hurtowni :/ (zanim przemysłowy krem od momentu wyprodukowania trafi na Twoją półkę, mija wiele miesięcy…).

Może czasem warto poczuć się jak współczesna Kleopatra, znaleźć chwilkę dla siebie i zaaplikować sobie maseczkę z naturalnej glinki, zrobić peeling czarnym mydłem (podobny zabieg opisywałam tutaj) czy wmasować w skórę naturalny olej lub balsam. Świadomość, że robimy coś dobrego dla siebie tak, jak robiły to kobiety tysiące lat temu, jest bardzo miła i niezwykła. Nie szkodzimy przy tym naszemu zdrowiu, a wręcz pomagamy skórze walczyć z atakującymi zanieczyszczeniami i wolnymi rodnikami.

Natalia

Mydło z Nablus – Pierwsze wrażenia

zdjęcie 1 (3)

Zamawiając mydła z Nablus działałyśmy trochę w ciemno, ponieważ nie wiedziałyśmy, jakie naprawdę mogą być efekty jego używania. Czytałyśmy opinie w internecie i praktycznie wszystkie były niezwykle pozytywne. Jednak nie było ich wiele. W Polsce spośród popularnych naturalnych mydeł prym wiedzie mydło z Aleppo oraz czarne mydło. Mydło z Nablus jest droższe oraz trudniej dostępne (produkowane tylko w Nablus), ale wiedziałyśmy, że za tą ceną, oprócz kosztów sprowadzania, musi też kryć się jakość.

I nie myliłyśmy się.

Z pewnością jest to towar, który można zaliczyć do luksusowych (miło jest myśleć o sobie jako o osobie luksusowej 😉 ). Skutki jego działania zauważyłam już pierwszego dnia po użyciu (umyłam twarz wieczorem dnia poprzedniego oraz rano). Skóra twarzy jest gładsza i wygląda lepiej. Sebum nie wydziela się tak intensywnie (ostatnio miałam przestój w stosowaniu glinki i czarnego mydła – brak czasu), twarz się mniej świeci, a makijaż się nie utlenia. Jestem naprawdę zaskoczona tak szybkim efektem…. Używam mydła z czarnego kminu, czyli z czarnuszki.

Jeśli chodzi o  ciało, jak na razie odczułam, że po kąpieli o wiele mniej domagało się nawilżenia, choć i tak było to konieczne.

Podobne pozytywy słyszałam także od członków mojej rodziny 🙂

zdjęcie 2 (3)

Mydło w połączaniu z wodą pieni się leciutko, ale zupełnie inaczej niż zwyczajne mydła. W zasadzie można je odczuć jako zmydlony olejek. Przez to jest bardzo miłe w dotyku i aplikacji. Pachnie podobnie do czarnego mydła – nie spodziewajmy się tu zapachu perfumowanego mydła. Jest to jednak zapach delikatny i nie pozostaje na skórze. Dzięki temu możemy pachnieć bardziej sobą, niż jakąś niemiłą sztucznością 😉 (tutaj jednak wchodzimy już w sferę gustów).

Jestem ciekawa, jakie będą skutki codziennego stosowania!

Chociaż mydło jest nawilżające i wygładza twarz, nie należy spodziewać się, iż nagle zniknie potrzeba dodatkowego nawilżania skóry. Wkrótce zamierzam wypróbować olej marula, który podobno można stosować pod makijaż. Jak na razie stosuję mój naturalny samoopalacz na bazie masła kakaowego. Pisałam o nim tutaj.

A jakie jest wasze zdanie? Wkrótce parę osób będzie już w posiadaniu mydła. Podzielcie się z nami opinią. Kto jeszcze nie ma tego wyjątkowego kosmetyku, zapraszam do zakładki NATURALNE PALESTYŃSKIE MYDŁO Z NABLUS.

Natalia