Tag Archives: masło shea

Naturalne filtry UV oraz czy promienie słoneczne naprawdę są szkodliwe?

IMG_1220

Pytanie zawarte w drugiej część tytułu kołacze się gdzieś w mojej głowie, od kiedy przeczytałam artykuł dr Jerzego Jaśkowskiego (link do artykułu znajdziecie poniżej). Niektórzy pewnie uznają mnie za osobę o skłonnościach do wiary w tzw. “teorie spiskowe” – ja natomiast po prostu nie ufam temu, co podają nam na tacy media głównego nurtu, gazety lub telewizja. Nie ufam “oczywistościom”, które od lat funkcjonują w naszej świadomości i dlatego, jeśli gdzieś pojawia się głos alternatywny, poświęcam mu dużo swojej uwagi. Tak też stało się w przypadku tematu szkodliwości promieni UV.

Dr Jerzy Jaśkowski jest jednym z pierwszych polskich lekarzy i naukowców, którzy zaczęli ostrzegać o szkodliwości szczepień. Od 34 lat bada wpływ czynników środowiska na organizmy żywe. Jest wieloletnim kierownikiem Pracowni Ekofizycznej Katedry Biofizyki Akademii Medycznej w Gdańsku, założycielem Poradni Ekologicznej Wojewódzkiego Ośrodka Medycyny Pracy w Gdańsku, ekspertem grup międzynarodowych oraz biegłym sądowym. Ze wspomnianego artykułu wynika, iż promienie słoneczne są niezbędne dla naszego organizmu, gdyż biorą udział w produkcji witaminy D. Witamina D natomiast jest hormonem, który ma bezpośredni wpływ na odporność organizmu. Osoby z niedoborem witaminy D o wiele bardziej narażone są na zawały serca, kobiety dodatkowo na raka piersi. Ponadto śmiertelność z powodu zawałów wzrasta o 100% u osób z nieprawidłowym poziomem witaminy D! Jej niedostateczna ilość w organizmie ma więc wpływ na powstawanie chorób układu sercowo-naczyniowego, powstawanie nowotworów oraz wzrost śmiertelności z przyczyn innych chorób! Brzmi strasznie…

Co nie oznacza, że teraz cały dzień powinniśmy smażyć się na słońcu. Jak głosi stara prawda, co za dużo to niezdrowo. Tak więc, aby nie przepisywać, wklejam poniżej wybrane fragmenty artykułu oraz link do całości.

“Z astrofizyki wiemy, że powyżej 38 równoleżnika promienie słoneczne UV–B, a to jest ta długość fali elektromagnetycznej, która dzięki boskiemu „wynalazkowi” tworzy w naszej skórze witaminę D, nie dociera do nas w odpowiedniej wielkości. Drugim problemem z tymi promieniami jest to, że odsłonięta powierzchnia skóry musi wynosić ok. 40%, a kąt padania promieni w naszym kraju jest odpowiedni tylko pomiędzy godzinami 10.00 a 14.00. Zmiany, jakie się dokonały w okresie ostatnich 3 pokoleń, całkowicie na głowie postawiły widzenie świata przez starszych i mądrzejszych. Przeciętny człowiek, zmieniony w robota od 6-8 godziny rano, do wieczora pracuje albo w fabryce albo w biurze i słońca nie ogląda w ogóle. Jest więc całkowicie pozbawiony możliwości własnego tworzenia witaminy D. Musi kupować substytuty, a te są, mówiąc delikatnie, nieznanej jakości. Dni rzekomo wolne od pracy tj. soboty i niedziele najczęściej są mało odpowiednie do opalania z powodu albo zimna, albo deszczu. (…)Co więc należy robić? Po zimie zacząć opalanie od 15-30 minut już w marcu na balkonie. Starać się przynajmniej w weekendy te 30 minut siedzieć rozebranym na słońcu. Jeżeli w ogóle musicie się smarować, to najlepiej olejem kokosowym, lub zwykłą oliwką jadalną. Nigdy nie leżeć pierwszego dnia wakacji na słońcu więcej aniżeli 30 minut. Koniecznie potem ubrać koszulę z długim rękawem. Pamiętać, że w naszej szerokości geograficznej tylko od marca do września słońce jest pod takim kątem, że promieniowanie UVB przechodzi przez atmosferę w godzinach 11.00 – 14.00. Przedtem i potem się odbija od atmosfery. Tak więc jego skuteczność w wytwarzaniu witaminy D gwałtownie spada. Od września trzeba niestety brać witaminę D – 3. Obliczmy dawkę mnożąc masę naszego ciała w kilogramach przez 30 dla osób szczupłych i 35 dla osób puszystych. Na każde 1000 jednostek witaminy D-3 należy brać 50 mcg witaminy K-2. W przeciwnym przypadku nastąpią zaburzenia we wchłanianiu i dawka przyswojona będzie znacznie mniejsza.”  Artykuł dr Jerzego Jaśkowskiego pt. “Słoneczko, słoneczko” 

Jak sami w artykule możecie przeczytać, absolutnie niedozwolone jest stosowanie konwencjonalnych kremów z filtrami przeciwsłonecznymi. Badania składu tych preparatów wykazały, że 80% spośród nich zawiera substancje rakotwórcze i niszczące naturalną gospodarkę hormonalnę człowieka, m.in. oksybenzon, avobenzon, octisalate, octocrylene, hemosalate, octinoxate. Szczegółów na temat ich szkodliwości dowiecie się z artykułu.

Do wymienionych przed dr Jaśkowskiego olejów (kokosowego i oliwy z oliwek), które chronią przed poparzeniem słonecznym dodałabym jeszcze kilka. Z artykułu wynika, iż miara SPF to tzw.  ściema, gdyż większość tłuszczy hamuje falę elektromagnetyczną, jaką jest promieniowanie słoneczne, o jakieś 90%. Do wyboru mamy więc wiele naturalnych olejów, które ochronią nas przed poparzeniem (w wakacje zamierzam przeprowadzić test osobiście i na pewno podzielę się wynikami), a ich indywidualne składy będą w wybrany sposób pielęgnować naszą skórę.

– olej z pestek malin – według miary SPF (w którą już sama nie wiem czy mam wierzyć) najsilniejszy olej przeciwsłoneczny, bo sytuowany pomiędzy SPF30 a SPF50. Posiada dużą ilość antyoksydantów, polecany dla osób, u których występują nieregularne przebarwienia, ma właściwości rozjaśniające.

– olej marchewkowy – łagodzi skutki oparzeń słonecznych, posiada dużo witaminy A, przyśpiesza gojenie drobnych uszkodzeń, beta-karoten wydłuża opaleniznę i nadaje jej ładny kolor.

– masło shea – poprawia elastyczność naskórka, jest bardzo delikatne przez co można je nakładać nawet w bardzo delikatne miejsca np. na skórę pod oczami.

– a oprócz tego: olej z kiełków pszenicy, olej ze słodkich migdałów, olej sezamowy, masło kakaowe, olej ryżowy, olej konopny, olej z orzechów laskowych, olej makadamia, olej jojoba, olej z awokado.

Wiele z tych olejów znajdziecie w naszym Sklepiku tutaj.

Na skórę zmęczoną zbyt długim wystawieniem na działanie promieni słonecznych bardzo dobrze działa ekologiczny żel z aloesu, który wymieszać można z wybranym olejem lub balsamem naturalnym. O wspaniałych właściwościach tego produktu pisałam w poście Naturalny tonik do cery mieszanej lub trądzikowej – Ekologiczny żel z aloesu.

Jakie jest wasze zdanie na temat artykułu dr Jaśkowskiego? Osobiście, nawet nie czytając artykułu, zamierzałam zmienić przeciwsłoneczną pielęgnację na tę naturalną, teraz jednak jeszcze bardziej się w tym postanowieniu umocniłam.

Natalia

Silna pielęgnacja – Odżywczy krem z masła Karite Lilla Mai

image

Okazuje się, że wbrew naszym oczekiwaniom, to właśnie ten krem cieszy się największą popularnością w naszym sklepie! Być może dlatego, że pogoda za oknem nie pomaga utrzymać skóry w dobrej kondycji. Zbliża się czas, gdy nasza cera będzie potrzebowała silniejszej pielęgnacji niż w lecie. Niskie temperatury, a także ich gwałtowne zmiany podczas przebywania to na dworzu, to w silnie ogrzanym pomieszczeniu sprawiają, że skóra wystawiana jest na ciężką próbę.

Kremy Lilla Mai są wręcz stworzone dla tych osób, które nie mają ochoty lub czasu pielęgnować się olejami, a mimo wszystko chciałaby używać kosmetyków naturalnych. Nie posiadają one sztucznych konserwantów, emolientów czy zagęszczaczy. Zapach natomiast jest wypadkową naturalnych składników,  a nie kompozycji perfum. Kremy Lilla Mai są w 100% naturalne!

image

70% kremu tworzy masło karite, o którym pisałam tutaj. Pozostałe składniki to:

– olej z pestek moreli – nawilża i wygładza skórę. Działa przeciwzmarszczkowo. Nałożony na skórę bezpośrednio po kąpieli zapobiega przesuszania, swędzeniu i pieczeniu.

– olejek z drzewa różanego – relaksuje tkanki skóry i jednocześnie pobudza je do regeneracji. Uelastycznia skórę. Stosowany jak olejek eteryczny ma właściwości uspokajające i relaksujące.

– olejek cedrowy – tonizuje skórę, działa ściągająco i antybakteryjnie, reguluje wydzielanie sebum.

Oprócz w/w składników w kremie znajdziemy jeszcze trzy wyciągi z naturalnych olejków eterycznych. Aby pozostać wiarygodną, poniżej zamieszczam skład kremu:

Skład: Butyrospermum Parkii (shea) Butter, Prunus Armeniace Kernel Oil, Juniperus Ashei Oil, Aniba Rosaeodora Oil, Linalool, Limonene, Geraniol

Odżywczy krem z masła Karite z pewnością przypadnie do gustu osobom z bardzo suchą skórą. W zależności od rodzaju cery, można go stosować na dzień lub na noc. Jest bardzo tłusty, jednak mimo tej tłustości wchłania się niespodziewanie dobrze. Pozostawia na skórze ochronną warstwę, która jest wyczuwalna. Jest to z pewnością zasługa masła karite. Chociaż ja wolę używać tego kremu na noc, raz spróbowałam także pod makijaż. Muszę przyznać, że nie miało to na make up żadnego wpływu, skóra wcale nie wymagała częstszego pudrowania (jakby się mogło wydawać). Towarzyszyło mi jednak uczucie pewnej tłustości i silnego nawilżenia. Jednym to może odpowiadać, innym nie. Dla osób, które na dzień potrzebują także bardzo dobrze nawilżającego, ale lżejszego kremu, polecam krem arganowy z olejkiem lawendowym, o którym Karalina pisała tutaj.

Jestem pewna, że odżywczy krem z masła karite będzie doskonały na zimowe mrozy. Z pewnością spróbuję go na dzień podczas wypadu na narty, snowboard czy po prostu spacer podczas mroźnego dnia. Z powodzeniem będzie mógł zastąpić krem z dzieciństwa na literkę N 🙂 (sami powiedzcie – co naprawdę dobrego może znajdować się w kremie za 4 zł?)

Kilka osób jest już w posiadaniu tego kremu. Bardzo prosimy was o opinie. Na ich podstawie będziemy dostosowywać asortyment sklepu! Poza tym mogą być one pomocne dla innych osób, które będą zastanawiały się nad wyborem. Pozdrawiam Was! 🙂

Natalia

Balsam do ciała z naturalnym masłem shea Lavea

image

Mój następny post miał być o kremie Lilla Mai z masłem karité, niestety produkty tej firmy jeszcze do nas nie dotarły. To nie szkodzi, przyszły za to inne i czekają na swoje 5 minut. Postanowiłam, że w takim razie wypróbuję najpierw balsam do ciała z masłem shea czyli innymi słowy karité.

Balsam firmy Lavea to kosmetyk produkowany ręcznie. Nie jest on pakowany do przemyślnych opakowań, ponieważ kupuje się go na wagę. W jego składzie znajdziemy naprawdę dużo atrakcyjnych składników.

zdjęcie 3

Najpierw może jednak opiszę ten najważniejszy, czyli masło shea. Jest ono pozyskiwane z orzechów drzewa Sheatoulou, co w którymś z afrykańskich dialektów oznacza po prostu drzewo z masłem. Rośnie ono na sawannach Afryki zachodniej. Właściwości masła znane są, szczególnie miejscowej ludności, od stuleci. Współczesna kosmetyka jednak doceniła ten dar natury dopiero niedawno. Ilość dobrodziejstw “urodowych”, które ze sobą niesie, jest naprawdę niezwykła.

– można stosować je jako maskę do włosów – regeneruje je, zamyka łuski, przez co stają się mnie porowate. Świetnie nadaje się także na końcówki.

– odżywia skórę, pozostawiając na niej ochronną warstwę

– witamina A i E redukują zmarszczki wywołane przesuszeniem skóry spowodowanym mrozem lub zimnym wiatrem.

– jest łagodnym ale naturalnym filtrem UV

– witamina F przynosi ulgę zmęczonym mięśniom, masło można więc z powodzeniem stosować przy masażu

– posiada właściwości przeciwzapalne i antybakteryjne

– polecane także dla osób walczących z rozstępami, wysypkami, łuszczeniem się skóry po opalaniu oraz po oparzeniach słonecznych, swędzeniem skóry, pęknięciami skóry, odmrożeniami, ukąszeniami owadów, alergiami skórnymi, trądzikiem czy szorstką skórą stóp.

– działa jak świetny balsam do ust

Masło shea nadaje się więc idealnie na nadchodzącą zimę. Można chronić nim skórę twarzy i usta przed mrozem, gdyż nie dość, że nawilża, to jeszcze pozostawia warstwę ochronną.

Nie o samym maśle shea miałam jednak pisać, chociaż i ten produkt będzie wkrótce dostępny w naszym sklepie. Balsam Lavea oprócz tego wyjątkowego składnika, zawiera także kilka innych – wosk pszczeli, olej kokosowy, olej migdałowy, masło kokosowe, wyciąg z alg morskich oraz olej z nasion winogron.

zdjęcie 2 (8)

Balsam Lavea przy pierwszym wrażeniu pachnie intensywnie i nieco dziwnie. Niestety nie jest to zapach jedynie składników w nim zawartych, ale kompozycji zapachowej, która została dodatkowo dodana (pochodzenie kompozycji jest uzyskane z naturalnych składników). Po aplikacji na skórze zapach jednak jest naprawdę bardzo ładny i interesujący. Przez moment jest dość intensywny, z czasem jednak ta intensywność maleje. Pozostaje przyjemny, delikatny i zmysłowy zapach, który po zastosowaniu balsamu wieczorem, utrzymał się na mojej skórze się aż do rana!

Konsystencja balsamu jest gęsta i przypomina właśnie masło. Wyraźnie zauważam w niej wpływ oleju kokosowego. Aby rozprowadzić balsam na ciele, trzeba go najpierw nieco rozmasować w dłoniach. Balsam nie wchłania się bardzo szybko, jest to raczej produkt do wieczornej pielęgnacji. Przez kilka chwil pozostawia na skórze cienką warstwę, być może to zasługa pewnej ilości masła shea. Nawilża jednak bardzo dobrze. Mogę też śmiało stwierdzić, że świetnie sprawdził się jak nocna maska na usta. Wieczorem były przesuszone, dziś już były zupełnie zregenerowane i miękkie.

Balsam ten jest dostępny w naszym sklepie w bardzo atrakcyjnej cenie 🙂

Natalia