Monthly Archives: February 2015

Jak zrobić zdrowy peeling? – Peeling/maseczka z pestek róży Ol’Vita

image

Temat peelingów pojawił się na blogu dotychczas tylko raz i to na samym początku jego istnienia, a jest to przecież istotny element regularnej pielęgnacji ciała i twarzy.

Nie muszę zapewne pisać po raz kolejny (ale i tak to zrobię :)), że warto unikać standardowych peelingów ze sklepu. Zawierają dużo niepotrzebnych związków chemicznych mających za zadanie je konserwować czy nadawać oczekiwaną konsystencję. Są to całkowicie zbędne dla naszego organizmu substancje, których należy unikać w miarę możliwości. Dla przykładu poniżej podaję skład pewnego peelingu z dobrze znanej, międzynarodowej firmy (produkt zawiera również Sodium Lauryl Sulfate czyli SLS – silny detergent, bardzo dobrze oczyszcza skórę, jednocześnie ją przesuszając).

Skład: Aqua, Juglans Regia (Walnut) Shell Powder, Glyceryl Stearate SE, Glycerin, Sodium Lauerth Sulfate, Polyethylene, Cetearyl Alcohol, Cocamidopropyl Betaine, Cetyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Prunus Armeniaca (Apricot) Fruit Extract, Polysorbate 60, Cetyl Acetate, Acetylated Lanolin Alcohol, PEG-100 Stearate, Ceteareth-20, Titanium Dioxide, Carbomer, Triethanolamine, DMDM Hydantoin, Methylparaben, Propylparaben, Parfum, Benzyl Alcohol, Benzyl Benzoate, Benzyl Salicylate, Hexyl Cinnamal, Limonene.

Sposobów na zdrowy peeling jest wiele. Można wykonać go zarówno z domowych składników, jak i z półproduktów. W internecie mnóstwo pochwał zbiera peeling kawowy, który podobno świetnie radzi sobie z cellulitem. Przepis na niego znajdziecie np. tutaj  lub tutaj, ale jego wariantów jest wiele (w kilku wariantach znajdziecie cynamon – osoby ze skórą naczynkową powinny go unikać). Znajdźcie najlepszy dla siebie. Peeling kawowy  jest peelingiem mechanicznym czyli pozbywamy się martwego naskórka po prostu go ścierając. Peeling enzymatyczny to taki, który rozpuszcza naskórek. Wykonuje się go najczęściej na twarz. Jego domowa wersja wykorzystuje głównie enzymy znajdujące się w owocach, które bardzo dobrze zmiękczają naskórek i rozpuszczają jego martwe komórki. Przepisy na taki peeling wykorzystują często owoce tropikalne, ale nie tylko. Przepis na ten i kilka innych domowych peelingów znajdziecie tutaj.

Dla mnie jednak najwygodniejszą, a jednocześnie zdrową metodą na dobry peeling jest stosowanie półproduktów. Nie robimy bałaganu w kuchni, nie musimy trzeć owoców na papkę lub chodzić po nie specjalnie do sklepu ;), nie brudzimy łazienki (co się zdarza, kiedy robimy np. słynny peeling kawowy), a jednocześnie w naszym kosmetyku wciąż znajduje się tylko to, co sami tam dodamy, bez zbędnych substancji.

Dotychczas wypróbowałam peelingu enzymatyczno – mechanicznego wykorzystującego czarne mydło oraz rękawicę Kessa. O tym zabiegu pisałam w poście Gładka skóra – domowy zabieg SPA. Byłam i wciąż jestem nim zachwycona. Sklepowe peelingi po prostu się chowają! Można stosować go zarówno na ciało, jak i na twarz (w tym ostatnim przypadku czarne mydło trzymamy na skórze krócej, maksymalnie 5 minut).

Wczoraj miałam okazję po raz pierwszy zastosować Peeling/Maseczkę z pestek róży firmy Ol’Vita. Jest to pierwszy naturalny peeling tego typu, który próbowałam. Skład jest niezwykle prosty: 100% zmielonych, częściowo odtłuszczonych pestek róży. I nic więcej. Kosmetyk ma więc formę lekko ziarnistego proszku.

image

Pestki róży bogate są w NNKT (Niezbędne Nasycone Kwasty Tłuszczowe), witaminy, antyutleniacze oraz wiele innych substancji aktywnych. Dzięki temu, jak sama nazwa wskazuje, kosmetyku używać można zarówno jako peelingu, jak i maseczki. Maseczka z pestek róży ma działanie kojące podrażnienia, regenerujące oraz nawilżające. Ja za jednym razem połączyłam obydwa działania. Pestki róży wymieszałam z odrobiną białej glinki, dodałam olejek herbaciany oraz hydrolat z lipy. Od razu zaznaczam, że nie jest to przepis na maseczkę, którą zaleca producent. Ten oryginalny wykorzystuje hydrolat, olej zimnotłoczony oraz śmietanę. Jak wcześniej pisałam, nie przepadam za nakładaniem produktów żywnościowych na twarz, tak więc ze śmietany zrezygnowałam 😉

image

Otrzymana konsystencja nie była typową papką (pewnie po to m.in. ta śmietana w oryginalnym przepisie), więc nie nakładała się tak łatwo na twarz jak maseczka z glinki. To jednak nie jest zbyt duże utrudnienie. Maseczkę trzymałam na twarzy 15 minut. Dopiero po upływie tego czasu usunęłam większość pestek (osypywały się łatwo te, które już wyschły). Następnie w rękach roztarłam olej arganowy i pozostałe na twarzy pestki wykorzystałam jako peeling, delikatnie ją masując. Po zakończeniu zabiegu oczywiście opłukujemy twarz wodą. Aby zebrać nadmiar oleju, który nie wchłonął się i nie spłukał, możemy przyłożyć chusteczkę higieniczną.

Muszę przyznać, że byłam bardzo, bardzo mile zaskoczona. Nie byłam pewna jakich efektów się spodziewać, jednak pestki róży w połączeniu z olejem arganowym wspaniale wygładziły skórę twarzy i stała się ona wręcz “jedwabista” – ten przymiotnik tak często wykorzystywany w reklamach naprawdę tu pasuje! A cały zabieg tak niezwykle prosty! Jestem ciekawa jakie efekty będą po zastosowaniu na ciało.

Peeling/Maseczka z pestek róży Ol’Vita należy do peelingów drobnoziarnistych, więc mogą go używać także osoby ze skórą suchą i dojrzałą, chyba że mają skłonności do podrażnień.

Na efekty stosowania maseczki trzeba jeszcze trochę poczekać. Myślę jednak, że mogą być naprawdę pozytywne!

Na razie Peeling/Maseczkę z pestek róży Ol’Vita możecie kupić na stronie producenta czyli tutaj, jednak być może ten kosmetyk, jak i kilka innych będzie dostępne także i w naszym Sklepiku z Zielonej Sfery. Na razie w naszej ofercie znajdują się do wyboru dwa naturalne peelingi mechaniczne: morelowy oraz ze skały wulkanicznej – znajdziecie je tutaj.

Czy używałyście już takich peelingów? Jakie są wasze doświadczenia?

Natalia

Pasta bez trucizny – Ekologiczna pasta do zębów z ksylitolem Lilla Mai

image

Człowiek jednak uczy się przez całe życie 🙂 Niektóre fakty, chociaż wydają się być oczywiste, także nie docierają do naszej świadomości – spychamy je jako niepotrzebne gdzieś w głąb swojego umysłu.

Pamiętacie, kiedy rodzice mówili Wam, że nie możecie połykać pasty do zębów? Także zadawaliście sobie pytanie: ale dlaczego? Przecież ona jest taka pyszna? U mnie tak to wyglądało. W rezultacie jako dziecko czasem z przyjemnością połykałam pastę – nie będę udawać, że nie 🙂

Większość past zawiera fluor, który jest międzynarodowo uznany za truciznę! Jego gromadzenie się w organizmie wywiera wiele szkód, a zbyt duża jego dawka może doprowadzić nawet do śmierci. Nie są to żadne żarty, historia odnotowała wiele takich przypadków. Warto także dodać, że ostatnich dwunastu laureatów Nagrody Nobla w dziedzinie Medycyny i Chemii ostrzegało przed zagrożeniem dla zdrowia, które niesie ze sobą ten związek. Jeśli interesuje was ten temat, możecie zajrzeć m.in. na stronę CudowneDiety (kliknijcie tutaj).

W naszym domu dopiero niedawno pozbyliśmy się past z fluorem. Pierwszym produktem nie zawierającym tego związku była Ekologiczna pasta do zębów z ksylitolem Lilla Mai. Składa się ona z tylko czterech składnikówsody, oleju kokosowego, olejku z drzewa herbacianego i ksylitolu. 

– soda – to środek czyszczący skutecznie używany przez ludzkość od lat. Znajduje zastosowanie zarówno w higienie osobistej, jak i produktach do prania czy czyszczenia powierzchni. W kosmetykach do jamy ustnej soda oczyszczona neutralizuje działanie kwasów, regularnie stosowana hamuje powstawanie kamienia nazębnego i próchnicy, likwiduje przebarwienia i zapobiega powstawaniu nowych, niszczy bakterie oraz odświeża oddech.

– olej kokosowy – dzięki zawartości kwasu kaprylowego  skutecznie niszczy szczepy dwóch rodzajów drożdżaka, które odpowiadają za powstawanie próchnicy. Poza tym wykazuje ogólne działanie przeciwbakteryjne, przeciwgrzybiczne i antywirusowe. Dba o zdrowie dziąseł, regularne stosowanie likwiduje krwawienie i ból podczas mycia.

– olejek z drzewa herbacianego – pisałam już o nim w poście Naturalna maseczka oczyszczająco – antybakteryjna. W paście do zębów ma podobne zastosowanie – działa przeciwbakteryjnie, dezynfekująco, przeciwzapalnie i przeciwgrzybicznie. Odświeża oddech.

– ksylitol – to tzw. cukier brzozowy pozyskiwany właśnie z tego drzewa. Wykazuje silne działanie przeciwgrzybiczne oraz przeciwpróchnicze.

Muszę przyznać, że pierwsze wrażenie w czasie jej użycia było niezwykłe. Pasta pachnie olejek kokosowym z delikatną nutą olejku herbacianego. Ma bardzo aksamitną konsystencję, która szybko rozpuszcza się w ustach w niezwykle przyjemny, aczkolwiek specyficzny sposób. Za każdym kolejnym myciem jest to naprawdę ciekawe doświadczenie. Jak napisałam, pasta rozpuszcza się szybko i wraz ze śliną tworzy raczej rzadką wodno – oleistą konsystencję. Przypuszczam, że nie wszystkim może to odpowiadać.

Zęby po umyciu są rzeczywiście gładkie i czyste. Zastrzeżenia mam jednak co do funkcji odświeżenia oddechu – nie jest to to odświeżenie, do którego przyzwyczaiły nas zwykłe pasty. Z pewnością nie chuchamy miętą 😉 Nazwałabym to raczej powrotem do stanu naturalnego.

Myślę, że taka pasta spodoba się prawdziwym wielbicielom kosmetyków naturalnych. Ja sama potrzebuję jeszcze nieco czasu do jej zaakceptowania. Wiem natomiast, że nigdy więcej nie kupię pasty z fluorem. Na polskim rynku jest do wyboru wiele produktów bez tego związku. Polecam poszukiwać najbardziej odpowiadającego!

Natalia