Monthly Archives: December 2014

Krem Garden Roses Make Me Bio – 7 powodów dla których warto go używać

rp_IMG_1109-768x1024.jpg

Na samym początku muszę zaapelować do Czytelników – dokładnie poznajcie swój typ cery! To naprawdę pomaga dobrać odpowiednie kosmetyki i sprawić, że będzie ona w lepszej kondycji. Osobiście przez całe lata byłam przekonana, że posiadam cerę tłustą i taką też dobierałam do niej pielęgnację – lekkie kremy, toniki regulujące wydzielanie sebum itd. Wreszcie na prezentacji pewnych produktów Pani przyłożyła mi do skóry specjalne urządzenie i bezsprzecznym tonem oznajmiła, że mam absolutnie cerę suchą. Jakież było moje zaskoczenie… 🙂 Dziś mogę nawet powiedzieć, że mam cerę bardzo suchą. Kiedy zmieniłam typ pielęgnacji, nastąpiła natychmiastowa poprawa! Tak więc uważnie zbadajcie swój typ cery!

Krem Garden Roses firmy Make Me Bio, to kolejny krem naturalny, który mam okazję testować. Jeśli macie cerę suchą lub wrażliwą, będzie on dla was odpowiednim wyborem jako krem na dzień i na noc, chociaż osobiście na noc wolę kremy tłustsze, dlatego na tę porę nakładam Odżywczy krem z masła karite Lilla Mai, który jest świetny na okres zimowy (więcej poczytać o nim możecie tutaj). Tak więc dlaczego warto spróbować Krem Garden Roses?

1. Jest to KREM NATURALNY – nie posiada konserwantów, emulgatorów i innych składników pochodzenia chemicznego i syntetycznego. Funkcje konserwujące pełnią tu pochodne roślinne oraz olejek eteryczny.

2. Posiada niezwykle BOGATY SKŁAD – jakieś 90% składu to substancje aktywne, a nie zagęstniki, emulgatory czy kompozycje zapachowe. W kremie znajdziemy hydrolat z róży damasceńskiej, hydrolat z geranium, olej ze słodkich migdałów, olej jojoba, masło z pestek mango, olej z orzechów makadamia, glycerinę oraz olejek eteryczny z róży damasceńskiej.

3. Świetnie NAWILŻA – pozostawia skórę miłą i gładką. Pokrywa ją również cieniutką warstwą ochronną.

4. Doskonale się WCHŁANIA – jak na krem do cery suchej to rzecz dość niezwykła. W zasadzie to pierwszy raz mam do czynienia z kremem, który wchłania się całkowicie i nie pozostawia na skórze świecącej warstwy, mimo że pod palcami można wyczuć delikatny filtr, który od zewnątrz ochrania skórę. Jestem szczerze zachwycona tą właściwością kremu.

5. Konsystencja kosmetyku jest PRAWDZIWIE KREMOWA – to nie jest żaden krem-galaretka, których pełno znaleźć możemy w sklepach i które, kiedy nimi potrząsnąć, po prostu się trzęsą. To pierwszy krem o prawdziwie aksamitnej, kremowej ale jednocześnie zwartej konsystencji. Wspaniale się rozprowadza i, jak napisałam wcześniej, tak samo się też wchłania.

6. Pachnie delikatnie i naturalnie  – to nie wynik sztucznej kompozycji zapachowej ale obecności olejku z róży damasceńskiej. Osoby, które nie przepadają za różanym zapachem, powinny poszukać czegoś innego 😉

7. Cena odpowiada jakości – w zasadzie to nawet krem mógłby być droższy 🙂 Światowa marka za podobny skład (naturalne składniki najwyżej jakości) wyznaczyłaby zapewne cenę z tzw. wyższej półki. Na szczęście światowa marka nie będzie w stanie takiego kremu stworzyć, gdyż nie wytrzyma kilku miesięcy w poszczególnych hurtowniach i sklepach, a następnie kolejnych miesięcy na naszej półce w stanie używanym 🙂

image

Przyda się jeszcze parę słów o poszczególnych składnikach kremu Garden Roses.

– hydrolat z róży damasceńskiej – działa kojąco, łagodząco, przeciwzapalnie, antybakteryjnie i antyseptycznie. Wykazuje również działanie przeciwzmarszczkowe. Polecany jest dla osób z cerą naczynkową i płytko unaczynioną, gdyż wzmacnia naczynia krwionośne.

 hydrolat z geranium – wiążę cząsteczki wody i dlatego pozwala zachować nawilżenie skóry. Oczyszcza i ściąga pory, działa kojąco.

– olej ze słodkich migdałów – słynie z silnych właściwości wygładzających skórę, bardzo dobrze nawilża, jest odpowiedni dla osób ze skórą suchą i skłonną do podrażnień. Jest lekki i bardzo dobrze się wchłania. Świetnie nadaje się także do masażu.

– olej jojoba – budowa cząsteczkowa tego oleju przypomina budowę ludzkiego sebum. Dzięki temu ten naturalny kosmetyk jest bardzo dobrze przyswajany przez nasz organizm. Świetnie nawilża, uelastycznia i zmiękcza skórę. Przyspiesza regenerację jej komórek. Ma także działanie bakteriostatyczne. Olej jojoba jest także naturalnym filtrem przeciwsłonecznym o wartości 4 SPF.

– masło z pestek mango – jest bogatym źródłem kwasu oleinowego i stearynowego. Jest naturalnym emolientem, dzięki czemu pozostawia skórę bardzo gładką. Świetnie nawilża, a także ułatwia gojenie się małych ran i podrażnień.

– olej z orzechów makadamia – ma działanie ujędrniające, napinające, regenerujące. Stymuluje mikrokrążenie oraz pracę układu limfatycznego. Świetnie nawilża. Nadaje się także do pielęgnacji ciała – zapobiega powstawaniu rozstępów, a także leczy już powstałe, wspomaga zwalczanie cellulitu.

– olejek z róży damasceńskiej – działa ściągająco i uszczelniająco na naczynia krwionośne, łagodzi zaczerwienienia, zmiękcza skórę, łagodzi i koi, działa przeciwzapalnie. Pomaga goić ranki i podrażnienia, a także wspomaga syntezę kolagenu i regenerację komórek skóry.

image

Tak jak napisałam na początku, mam cerę bardzo suchą. Kiedy na zewnątrz panuje silny mróz, a ogrzewanie wysusza pomieszczenia, nawet ten krem, choć nawilża, wydaje się być niewystarczający. Dlatego “boostuję” go kolagenem roślinnym, o którym pisałam tutaj i wszystko jest jak należy. Myślę, że osoby z cerą po prostu suchą będą całkowicie zadowolone.

Krem Garden Roses można kupić tutaj w bardzo atrakcyjnej cenie.

Pozdrawiam!

Natalia

Naturalne kosmetyki: co warto o nich wiedzieć?

Natural_cosmetics

Naturalne kosmetyki są coraz bardziej popularne. Powodów jest wiele. Są to produkty przyjazne skórze, niezwykle skuteczne (chociaż czasami na efekty się czeka nawet kilka tygodni) i często bardzo wydajne. Głównym celem takich kosmetyków jest przywrócenie równowagi w skórze i pobudzenie jej naturalnych funkcji. Jednak nie wszystkie kosmetyki, które w nazwie mają określenie “eko“,”bio” lub “organic“rzeczywiście są produktami ekologicznymi. Większość firm kosmetycznych ma w ofercie naturalną linię, która często oprócz nazwy nie ma nic wspólnego z “naturalnością”. Dlatego warto jest uważnie czytać skład kosmetyku lub kupować produkty w sprawdzonych sklepach. Pamiętajcie także, że składniki w kosmetykach są podane według udziału ilościowego. Składniki, których jest najwiecej są wymienione na początku i odpowiednio te, których jest najmniej w produkcie są na końcu. Czym sie różnią ekokosmetyki od tych tradycyjnych?

Kosmetyki naturalne

  • głównym składnikiem są nierafinowane, tłoczone na zimno oleje  roślinne, przeważnie z upraw ekologicznych
  • emulgatory (substancje odpowiedzialne za łączenie wody z olejem ) są w kosmetykach naturalnych pochodzenia roślinnego
  • naturalne konserwanty – olejki eteryczne, witaminy, alkohol roślinny
  • naturalny zapach pochodzący od olejków eterycznych
  • zamiast detergentow syntetycznych stosuje się  detergenty naturalne (oparte na oleju kokosowym)       

Kosmetyki konwencjonalne

  • głównym skladnikiem są oleje pochodzenia petrochemicznego
  • pochodne ropy naftowej – zatykają pory, powodują podraznienia
  • SLS i SLES – powodują pianę w szamponach, żelach, pastach do zębów. Przyczyniają się do powstawania łupieżu, świądu i wyprysków
  • konserwanty – parabeny, formaldehydy, triclosany. Wywołują alergię, wpływają na rozwój raka.
  • barwniki syntetyczne. Szczególnie szkodliwe są aminy, które zwiększają ryzyko zachorowania na raka pęcherza.
  • substancje zapachowe. Niektóre z nich maja właściwości rakotwórcze oraz negatywnie wpływają na wątrobę.
  • emulgatory PEG i PPG – substancje rakotwórcze

Naturalne kosmetyki też mają swoje wady –  mogą spowodować uczelenie, mają dość krótki termin ważnosci, są droższe od tradycyjnych. Korzystając jednak z kosmetyków ekologicznych, mamy pewność, że stosujemy bezpieczne produkty. Pamiętajmy, że wiele komponentów przenika do krwi, dlatego warto unikać kosmetyków, zawierających szkodliwe składniki.

Uważnie przeczytajcie skład swojego ulubionego kosmetyku i zastanówcie się, czy naprawdę jest tak dobry jak wam sie wydaje.

Karalina

Maska do włosów zrobiona w domu czyli czy warto używać półproduktów?

honeyquat pseudokolagen

Czy zastanawialiście się kiedyś nad tym, że tak naprawdę nie wiecie co znajduje się w produktach, których używacie do pielęgnacji (podobnie jest z jedzeniem)? Jedyne, co możecie zrobić, to przeczytać skład produktu. Ten z kolei w wielu przypadkach, zwłaszcza tych kosmetycznych, może być po prostu niezrozumiały. A nawet jeśli wiecie już dokładnie co kryje się w opakowaniu, nie znacie proporcji. A przecież to te są najważniejsze.

Jakie są zalety używania półproduktów? Przede wszystkim sami możemy tworzyć kremy, odżywki, maski do włosów, maseczki do twarzy, szampony, toniki itd. czyli praktycznie wszystkie kosmetyki, które dostępne są w sklepach. Jeden półprodukt można umieścić w składzie kilku “mazideł” – np. kwas hialuronowy można dodać zarówno do kremu, jak i do toniku. Zakupiony przeze mnie pseudokolagen także może stać się składem kremu, szamponu lub odżywki do włosów.

Warto pamiętać, że jeśli nie chcemy sami tworzyć domowych kosmetyków, możemy wzbogacać o półprodukty także gotowe już kremy i serum naturalne, szampony, balsamy i odżywki – ja tak robiłam np. w przypadku Anti-Age Serum Avebio oraz oleju z marakui. Duet tworzył razem pięknie pachnącą, miłą w dotyku emulsję. Anti-Age Serum niestety już się skończyło – pora na nowe eksperymenty 😉

Półprodukty sprawiają, że sami kontrolujemy co i w jakiej ilości znajduje się w naszych kosmetykach! W internecie znaleźć można mnóstwo przepisów na mazidła różnego rodzaju. Znajdziecie je m.in. na stronie EcoSpa lub Mazidła. To wy decydujecie o zapachu i rodzaju pielęgnacji!

Jeśli zamierzacie zrobić większą ilość danego kosmetyku, dodać można nawet naturalny konserwant, który zapobiegnie zepsuciu i rozmnażaniu się bakterii (tak, gotowe kosmetyki naturalne także zawierają konserwanty, jednak są one albo pochodzenia naturalnego albo w bardzo niewielkiej ilości – zapewniają kosmetykowi o wiele krótszy termin ważności od tego przeciętnego, który wynosi najczęściej 3 lata).

Zalety półproduktów oraz domowych kosmetyków w skrócie:

– sami dobieracie skład kosmetyku – wybieracie składniki odpowiednie do waszej cery, wzmacniacie pożądane działanie, unikacie zbędnych, szkodliwych, sztucznych lub bezwartościowych dodatków, używanych powszechnie przez przemysł kosmetyczny.

– tworzycie kosmetyk pełnowartościowy – jego skład to substancje aktywne, których działanie jest udowodnione naukowo. Ich ilość w produktach z drogerii jest często minimalna i ma funkcję chwytu marketingowego.

– płacisz za produkt, nie za markę, reklamę, szereg hurtowni oraz ostatecznego detalistę.

– Twój kosmetyk jest świeży!

– domowe kosmetyczne laboratorium może być fajną zabawą 🙂 (domyślam się, że faceci nie będą aż tak entuzjastyczni 😉 )

Wady?:

– na pielęgnację potrzeba nieco więcej czasu

– potrzebna odrobina zaangażowania i wiedzy

– warto pilnować terminu ważności zrobionych kosmetyków i przechowywanych półproduktów

Ostatnie zakupy wniosły do mojej pielęgnacji kolejne półprodukty. Używam już hydrolatów, olejów oraz glinek, których używam do tworzenia maseczek, jako naturale toniki oraz dodatki do naturalnych kremów. Teraz przyszła kolej na nieco bardziej “wyrafinowane” półprodukty. W sklepie internetowym EcoSpa kupiłam  Honeyquat czyli pochodną miodu, roślinny kolagen, nazywany pseudokolagenem oraz ekologiczną bazową odżywkę do włosów.

półprodukty

Ekologiczna bazowa odżywka do włosów – jest mieszanką naturalnych emulgatorów, olejów oraz wyciągów roślinnych. Nie zawiera silnych detergentów, SLS oraz PEG-ów, które działają na skórę drażniąco i alergizująco (często to z powodu tych substancji nasze włosy potrzebują coraz częstszego mycia) oraz syntetycznych barwników i substancji zapachowych. W składzie znajdziemy masło shea, oliwę z oliwek, olej słonecznikowy, olej kokosowy olej jojoba, sproszkowany sok z liści aloesu, wyciąg z owoców pomarańczy, wyciąg z owoców grejpfruta, wyciąg z owoców pomarańczy bergamoty, wyciąg z owoców tangerynki oraz wyciąg z nasion grejpfruta. Odżywka nie stanowi typowego półproduktu jednak jest naturalną alternatywą dla odżywek z drogerii i bazą dla domowego wzbogacania.

– Honeyquat – jest to substancja otrzymywana z naturalnego miodu pszczelego. Jednak jej właściwości nawilżające i regenerujące są o wiele silniejsze, niż w przypadku miodu. To wszystko dzięki niskiej masie cząsteczkowej – honeyquat łatwiej penetruje komórki skóry i włosów. Ten półprodukt chroni przed rozdwajaniem się końcówek, nawilża włosy, nadaje im połysk, regeneruje jego zniszczone obszary. Podobne działanie wykazuje na komórkach skóry, także nie zawaham się go użyć także jako dodatek do kremu 🙂 Wśród opinii o produkcie znalazłam jedną przestrzegającą, że nie nadaje się do włosów niskoporowatych – trzeba to zbadać 🙂

– Kolagen roślinny – zwany pseudokolagenem to wyciąg z drożdży, silny zamiennik kolagenu pochodzenia zwierzęcego. Wraz z wiekiem organizm produkuje coraz mniej kolagenu, przez co skóra staje się mniej elastyczna, powstają zmarszczki. Pseudokolagen będzie świetnym dodatkiem przeciwzmarszczkowym do kremów. Powstrzymuje procesy starzenia się skóry poprzez uzupełnianie braków kolagenu, nawilża i zatrzymuje wilgoć, tworząc warstwę ochronną. Ma właściwości błonotwórcze, dzięki czemu warstwa ochronna tworzy się zarówno na skórze, jak i na włosach. Dodawanie pseudokolagenu do odżywek  i szamponów wzmacnia i regeneruje włosy.

Za pierwszym razem nie udało mi się poprawnie przygotować odżywki. Nie ma ona silikonów, więc nie rozprowadza się w sposób, do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni. Zrobiłam jej po prostu za mało. Dzisiaj zdecydowanie odważniej dodawałam wszystkich składników, a proporcje wyszły mniej więcej takie:

Maska do włosów z półproduktów EcoSpa

Instrukcje na opakowaniu sugerują, żeby proporcja honeyquat i kolagenu była odwrotna czyli honeyquat 5% a kolagen 10%. Ja jednak nie zauważyłam skutków ubocznych większej ilości honeyquat. Włosy rzeczywiście są gładsze, bardziej lśniące i zdrowsze! Jedyna wada tej domowej odżywki, która mi przeszkadza, to fakt, że nie ułatwiła mi rozczesywania włosów. Musiałam się z nimi trochę pomęczyć, a strasznie tego nie lubię. Przypuszczam jednak, że i na to znajdzie się naturalny półprodukt. W najbliższym czasie zamierzam go poszukać.

Pozdrawiam Was!

Natalia